Przyznaję się bez bicia - zapomniałam o styczniowych zużyciach. Choroba daje mi się we znaki, ale na szczęście temperatura już mi spadła.
Mąż ma wiecznie pretensję, że moje kosmetyki zajmują dużą część szafek. Dlatego w ramach odgracania mieszkania rozpoczęłam akcję zużywania odlewek perfum. Zostawię sobie tylko kilka ulubionych a resztę zużyję i wyrzucę.
Forever Red Bath&Body Works to świetny zapach na zimę: ciepły, słodko-korzenny. Kadzidłowo-słodki Shanaan M. Micallef jest na tyle ładny, że mogłabym mieć wersję pełnowymiarową, pod warunkiem, że ktoś mi go za sponsoruje. Sama nie kupię, bo znam ciekawsze i trwalsze zapachy w tej cenie. Ambre Fetiche Annick Goutal w buteleczce pachnie całkiem ciekawie, na mnie niezbyt. Sabbath mnie zabije, gdy się dowie, że głównie perfumowałam nimi swetry :P
Ciekawych opisu zapachu odsyłam TU.
Les Parfums De Rosine, Rose Kashmirie mogę określić jednym słowem - róża. Intensywna, słodka i bardzo trwała. I niestety u mnie wywołująca ból głowy. Żałuję, że ten romans tak się zakończył.
Zużywanie próbek idzie mi bardzo opornie. Maseczek w saszetkach też. Nie lubię tej formy i tyle. Warta uwagi jest maseczka z serii Czarna Róża Tołpa Botanic, nie tylko ze względu na ciekawy zapach.
Dwa produkty Bare Minerals, które kupuję regularnie: korektor STROKE OF LIGHT i tusz do rzęs FLAWLESS DEFINITION MASKARA.
Wkład zapachowy Bath&Body Works i top nad topami - Seche Vite.
Rosyjska Bania – Maska Wzmacniająca cebulki włosowe Chleb żytni i zsiadłe mleko (Recepty Babci Agafii) nie powaliła mnie na kolana. Za rzadka, za śmierdząca i zwiększająca przetłuszczanie się włosów. Nigdy więcej! Wcierka SKRZYP jest na tyle ciekawa, że jeszcze wstrzymam się z komentarzem. Skończę drugie opakowanie i może wtedy wyrobię sobie o niej opinię. Na razie mogę tylko powiedzieć, że jest niewydajna a opakowanie niewielkie.
Dwufazowy olejek do kąpieli imbir&kardamon Bielenda uprzyjemnił mi niejedną kąpiel. Wprawdzie wolę wersję zapachową Afryka, ale Azja też przypadła mi do gustu. Żel pod prysznic Balea z morskimi minerałami zużyłam do czyszczenia pędzli. Zapach łudząco przypomina mi odświeżacz do WC. Ten o morskim zapachu.
Dwa produkty, które pokazuję regularnie: Ziaja Pasta do głębokiego oczyszczania z serii liście manuka i Micelarny płyn do demakijażu oczy i twarzy HIALL COLLAGEN od AA Cosmetics.
Duet nie do pobicia, jeśli chodzi o dogłębne oczyszczenie skóry.
Termiczne SPA pobudzający peeling do ciała MIRACULUM nieźle usuwa martwy naskórek, ale nie zauważyłam obiecanego efektu sauny, czyli rozgrzewania. Może jeszcze kupię.
Organique Argan Shine Body Butter doczeka się osobnej notki. Na razie mogę tylko zdradzić, że to niezła alternatywa dla bogatych maseł tej firmy.
BingoSpa silnie złuszczający preparat do stóp z 50% kwasami AHA. Dla mnie rewelacja!
Intensywnie pielęgnujący krem do rąk Go Cranberry używałam tak chętnie, że nawet nie zauważyłam, gdy dobiłam do dna. Bogate mazidło i z gatunku tych "wolno wchłaniających się", dlatego stosowałam go tylko na noc.
A o Estee Lauder Revitalizing Supreme Global Anti-Aging Eye Balm pisałam TU.
Nawilżający olejek kąpielowy GREEN PHARMACY. Nawilżenie tylko z nazwy. Mocno tłusta konsystencja, która pod prysznic się nie nadaje. A wlany do wanny zostawia na niej tłuste zacieki. Całość ratuje tylko bardzo ładny zapach.
Żel pod prysznic ORIGINAL SOURCE Mango i Macadamia nie powinien znaleźć się w tym zestawieniu, ponieważ przechwycił do małż. Tak spodobał mu się lekki i orzeźwiająco-słodki zapach. Miniaturka peelingu SOAP&GLORY nie wywołała chęci posiadania wersji pełnowymiarowej. Przyjemny zapach, dobra konsystencja i niezłe zdzieranie, ale cena za wysoka jak na kosmetyk o takim składzie.
Trzy różne maseczki firmy Avon. Nie polubiłam żadnej z nich.
Kolejne kosmetyki, które zyskały miano TOP OF 2014. Odżywka do włosów POKRZEPOL i Emolient Odżywcze Serum SOS od Lirene. Poczytacie o nich TU.
Zestaw do pielęgnacji dłoni i paznokci: olejek do skórek The Body Shop (warto mieć zawsze w torebce, rozprawi się z suchymi skórkami), krem do rak Alverde (nie polecam, śmierdzi kamforą).I masło do rąk naturalne tylko z nazwy, omijajcie je szerokim łukiem
Woski, próbki i inne takie.
Kolejne próbki.
I ulubiony puder wykończeniowy Bare Minerals Touch Up SPF 15. Elegancka i solidna puderniczka, wielkie lusterko, matowe, ale nie płaskie wykończenie i dopasowujący się kolor (TRANSLUCENT) sprawiły, że stał się ulubionym pudrem do torebki. I do tej pory ni znalazłam lepszego pudru do poprawek makijażu w ciągu dnia.
A jak tam wasze zużycia?
